wtorek, 1 lutego 2011

Idzie luty - bajnajtów część kolejna



Nie zrymowało się, ale mam to gdzieś.

To jest Wolf przy Marszałkowskiej. Lepszy chyba niż ten przy Brackiej, ale nie jest to jakieś szczególne osiągnięcie. Przynajmniej nikogo nie straszą czarną taflą. Tu tylko do niczego nie pasuje, ale ponieważ przy większości ulic w Warszawie żaden z budynków nie pasuje do pozostałych, można to uznać za pewną konwencję architektoniczną.


To jest widok z placu na Rozdrożu. Znaczy, z tego wielopoziomowego skrzyżowania, które od dawna nie jest placem.



Rynek Nowego Miasta.


Plac Trzech Krzyży i bardzo drogi butik a obok restauracja Magdy Gie, cała na wejściu upierniczona jakimiś girlandami w stylu "Trędowata wychodzi za mąż a na ślubie śpiewa Beata Kozidrak w stroju przez siebie zaprojektowanym".


Chałubińskiego.


MDM z pajacem w tle (nie pajacuj!).


A to jeszcze jeden widoczek z wysoka - tym razem z kładki przy Bibliotece Narodowej.


Aha, a na koniec - w ramach bonusu - taka drobna ciekawostka, o której pisał także Klimat Warszawy:

Neon Cepelek, do niedawna wiszący przy Alei Niepodległości, został zdjęty. Zastąpił go....kaseton, wycięty z plastiku, imitujący kształt poprzedniego neonu. Powtarzajmy wszyscy razem: mogło być gorzej, mogło być gorzej, mogło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz