środa, 30 czerwca 2010

Kwiaty dla Agaty


Droga Agato744, nie mieliśmy okazji poznać się osobiście, jednak co jakiś czas wkraczam do malachitowej krainy. Życzę Ci w najbardziej oczywisty sposób powrotu do zdrowia i wiele optymizmu, potrzebnego w sytuacji, w której się znalazłaś. Specjalnie dla Ciebie sfotografowałem dziś rzeźbę "Alina" w Parku im. Żeromskiego - niech ta dziewczyna z dzbanem życiodajnej wody przyniesie Ci ulgę i nadzieję. A poniżej - banalne kwiatki, również dziś z myślą o Tobie sfocone.




A do tego wszystkiego załączam z dedykacją piosenkę najbardziej warszawskiego z warszawskich pieśniarzy. Na teledysk nie patrz, innego nie znalazłem.

Łódź - Muzeum Sztuki Współczesnej 2/2

To się nazywa sztuka przez duże... nieważne. Kwiatki kwiatkami, bardziej intrygująca była drabina. Na bocznej ścianie znajdowała się duża ilość zdjęć, ukazujących, iż drabinę można postawić w różnych pozycjach i pod różnym kątem na tle białej ściany - taki instruktaż dla organizującego wystawę.


Autor tej instalacji był najpewniej prześladowany w szkole przez panią od polskiego, która kazała mu bez przerwy przepisywać zeszyt w ramach kary za robienie oślich uszu na kartkach. Przeżycie to tak głęboko zakorzeniło się w świadomości twórcy, iż musiał dać mu upust, produkując to, co widać powyżej.



Na powyższym zdjęciu widać dwie ramki. W ramce po lewej stronie znajdują się, naklejone na białym tle, literki, tworzące napis "or" (ang: albo). W ramce po prawej stronie znajdują się, naklejone na białym tle, literki, tworzące napis "or" (ang: albo). Nie jest to całość dzieła, gdyż chciałem uchwycić detal, niemniej spieszę z tłumaczeniem, iż obok wisiały jeszcze dwie ramki. Chyba nie muszę mówić, co przestawiały. Uważam taki system nauki spójników angielskich za mało efektywny, choć z pewnością zapada w pamięć.




Zwariowany podwieczorek u Szalonego Kapelusznika i Marcowego Zająca miał swoje współczesne ujęcie w łódzkim muzeum. Cóż, przynajmniej obrusa nie trzeba prać.


To musi być jakieś ważne dzieło, gdyż zajęło całą ścianę. Czarna kropka miała podpis, coś w stylu "obserwator" czy "wizjer", nie pamiętam dokładnie. Niestety, zabrakło materiałów poglądowych, w których wyłożona zostałaby geneza tego wiekopomnego dzieła.



Jest jedna umiejętność, za którą podziwiam nie tyle artystów współczesnych, co kuratorów wystaw: zawsze wiedzą, w którą stronę należy powiesić eksponat.


A to mi się nawet podobało. Mogliby na mieście robić takie witryny np. w sklepach mięsnych.


Nie wiem natomiast i nie chcę wiedzieć, co miał przedstawiać obiekt, uwieczniony na powyższym zdjęciu.



To całkiem interesujący trend, ukazujący jak można stworzyć sztukę przy pomocy resztek starego zegara czy fotela. Podobne zamysły uwiecznione zostały już w filmie "Nie lubię poniedziałku" (artysta, szukający materiałów na budowie).


A to klatka schodowa z przestrzenią między schodami, w którą można swobodnie rzucić się po obejrzeniu całościiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
i
i
i
i
i
i
i
i
i
i
i
i
i

wtorek, 29 czerwca 2010

Łódź - Muzeum Sztuki Współczesnej 1/2

CSW i Zachęta mogą czuć się zagrożone: w Łodzi dotychczas istniejące jedno Muzeum Sztuki Współczesnej rozdzielono na dwie części. Ja odwiedziłem tę, umiejscowioną na terenie Manufaktury. Sam budynek z czerwonej cegły jest ładny, natomiast to, co znajduje się w środku, to prawdziwy hardcore. Trzy piętra ekspozycji od lat dwudziestych XX w. do współczesności. Co ciekawe, człowiek na pierwszy rzut oka nie stwierdzi czy dane dzieło powstało siedemdziesiąt lat czy kwadrans temu. Można przyjąć, iż wystawa jest na bardzo wyrównanym poziomie a - mimo znacznych różnic w czasie tworzenia - sztuka współczesna jest tak spójna, iż stworzenie jednolitej ekspozycji nie stanowi żadnego problemu. Zapraszam do zwiedzania, za terapię nie zwracam.


Zwiedzanie zaczyna się już właściwie przed budynkiem. Być może w charakterze ostrzeżenia jedno z dzieł umieszczono na zewnątrz. Jak widać, próbuję sobie uzmysłowić, co też artysta miał na myśli - doszedłem do wniosku, że obiekt miał symbolizować deskę do prasowania, której Guliwer nie miał w Krainie Liliputów.



Nie wiem czy dotarła już moda na cyber-zwierzątka, ale jeśli ktoś zafunduje sobie kociego robota, może dać mu do zabawy - zamiast kłębka wełny - taki oto kłębuszek. W wypadku rozprucia należy zbierać przy pomocy magnesu.



XXXVIII Targi Designu Kafelków Łazienkowych w Odrzywole zostały zwieńczone sukcesem. Zwyciężyła 89-letnia pani Józefina, niewidoma od urodzenia. Artystka do prac, nagrodzonych na targach, użyła farb plakatowych oraz leków psychotropowych. W nagrodę pani Józefina otrzymała bon na przydział pędzli oraz zestaw "Mały hydraulik" do samodzielnego złożenia w domu.



To chyba jest dzieło jakiegoś znanego artysty, gdyż podobne widziałem w warszawskim CSW. Pan maluje płótno tak, żeby je jakoś pomalować. Następnie kilkanaście takich mniejszych płócien nalepia (na stelażach) na jedno większe i powstaje dzieło. Należy się cieszyć, że pan ten jest artystą-plastykiem a nie np. kucharzem.



Jedyny tytuł, który zapamiętałem z całej ekspozycji: "Stół z kolorowymi kartoflami". Efekt odrealnienia za pomocą niefiltrowanego denaturatu oraz całodobowego oglądania programów informacyjnych.



To wygląda jak oparcie krzesła dla fakira, który ma problem z łuszczycą, stąd też gwoździe wbite zostały nie ostrzami w górę, tylko w dół. Miło, że artyści współcześni zajmują się nawet tak wąskimi grupami społecznymi.


Wydaje mi się, że krawędź została już dawno przekroczona. Nie za bardzo wiadomo, z jakiego poziomu należało podziwiać tę instalację, ale ponieważ nikt ze zwiedzających ani z obsługi nie kładł się na ziemi, to i ja się nie kładłem. Inna sprawa, że w takim miejscu można by nie zauważyć jakichkolwiek niekonwencjonalnych zachowań.


Najwyraźniej autora tej instalacji inspirowały zajęcia z geometrii we wczesnych klasach szkoły podstawowej. Drogą do szczęścia jest odtworzenie sytuacji z radosnego dzieciństwa, kiedy to pani wychowawczyni tłumaczyła uczniom różnicę między trójkątem a kwadratem przy pomocy kolorowych szablonów. Autor, z wdzięczności iż akurat to pozostało w jego pamięci z lat szkolnych, postanowił uwiecznić ową chwilę i dzięki temu możemy cieszyć oczy tym, co na zdjęciu.



A to jest wynalazek przyszłości: papier toaletowy z sejsmografem. Rejestruje drgania ludzkie podczas użytkowania toalety.


Niestety, nie było przy tym napisane czy to instalacja, czy remont... ale nic to, jeszcze przed nami część druga!!!